Index: Cos dla Narciarzy Powrot: Rakiety, Uran i Harce... Lub: Karkolomy

Terenowe Hocki-Klocki
Czyli co Turyscie Szczescie Przyniesc Moze

Wieslaw A. Zdaniewski





Ktoz z was, baczni obserwatorzy otaczajacej rzeczywistosci, na widok wedrowcow z garbami nie zastanawial sie nad tym co nosza w plecakach turysci podczas swych niezmierzonych wedrowek. Chodza te indywidua w braku lepszego zajecia po gorach i halach z pakunkami na plecach, ktore zmeczylyby konia jucznego.


Sa to milosnicy gor, coraz liczniejsi i kolorowi entuzjasci przyrody ktorzy walesaja sie wte i we wte, wejda w kazdy kat, na kazda gore i dla ktorych nie ma zapory zdolnej im sie oprzec. Lecz nie sadzcie, ze w tym milowaniu kryje sie miod i euforia. Ogolem rzecz biorac jest to ciezka, trudna i dreczaca rozrywka, pozbawiona komfortu sali kinowej czy telewizyjnej w wygodnym mieszkaniu lub hotelu. Czasem potrzeba calego dnia aby u jego schylku moc zlozyc plecak i zasiasc przed telewizorem wyciagnawszy nogi, a czasem... mozna wyciagnac nogi przed powrotem do domu lub hotelu.

Sa rowniez innego typu milosnicy gor. Ci nie nosza plecakow, a milowanie traktuja podobnie jak homoseksualisci milosc platoniczna. Ograniczaja sie do wyobrazni i gory traktuja z daleka, aczkolwiek z pasja i fatalizmem zaprawionym udawana rozpacza gotowi sa staczac boje o prawa do gor, turystyki i sposobow poruszania sie po nich. I platonisci i pederasci zazdroszcza pierwszej grupie, tej z garbami na plecach, milosci fizycznej, z natury rzeczy, sprawy mokrej i gwaltownej, ale autentycznej i generalnie przyjemnej. Ci odmiency z milowania gor uczynili metode na zdobywanie chleba z maslem i szynka. Przed nazwiskiem lub poza nim stawia sie im tytul Milosnika Gor. Ich zyciorysy zdobia szpalty gazet i uczonych ksiag, a ich fama rowna jest conajmniej famie dzialaczy spolecznych. Jedni i drudzy sa zasluzeni. Jednym slowem sa to zawodowcy, albo jak poprawna polszczyzna wymaga, profesjonalisci z laurami. Wiec w calej masie przeroznych wspolczesnych zawodow, tenze zasluguje na szczegolny szacunek i uznanie. Dzialacz i milosnik. Mozna pozazdroscic. Ja zaliczam sie do pierwszej kategorii milosnikow, tej praktycznej i upartej, ktora z garbem na plecach i czekanem w reku, spaceruje po gorach dla fizycznej przyjemnosci. Bez ideowych doznan. Takie jest podloze i roznice ideologiczne pomiedzy obu grupami. Dziwne, ale nie slyszalem o milosnikach lak czy lasow. A teraz do rzeczy. Pozwolmy tym zbiurokratyzowanym facetom ujadac i powrocmy do pierwszej kategorii milosnikow gor.

Aby zadosc uczynic ludzkiej ciekawosci uchyle przed wami rabka tajemnicy, bo nasze rozwazania plecakowych zawartosci ograniczymy do hockow-klockow, czyli, jak wspolczesna polszczyzna okresla, gadzetow, delegujac sprawy wzniosle a wazkie profesjonalistom z tytulami. Zas ekwipunek podstawowy jak odziez, narty, buty, raki etc., etc., etc., niewatpliwie znacie. I nie bedzie to rozprawa habilitacyjna, jak na przyklad opis stosowania kijka narciarskiego wedlug przepisow kuchni wloskiej, austriackiej, czy naszej, rodzimej, pezetenowskiej.

Co konkretnie nosze w plecaku na gorskim spacerze - jest wyrazem nie tyle mody, ile praktycznej przydatnosci pojmowanej indywidualnie. Moj plecak jest sredniej wielkosci i nie zawsze wypelniony po brzegi, bowiem jestem minimalista dbajacym o forme i wiele przedmiotow zbytku pozostawiam w domu zabierajac na gorskie wyrypy po pierwsze primo:

Miniaturowy termometr zawieszony u guzika! Nie do mierzenia goraczki, o nie - biore go dlatego bo lubie wiedziec czy zmarzne, czy bedzie mi goraco, a Campmor to super sklep w stanie New Jersey przy drodze numer siedemnascie, na dwiescie metrow dlugi, piecdziesiat szeroki, ze sportowym ekwipunkiem, dokladniej, wyposazeniem outdoor (zadrzwiowym, przeddrzwiowym, tlumaczcie sobie jak chcecie), ktorego wnetrze powoduje to samo uczucie, ktore uderza nas kiedy wkraczamy do ptaszarni w Zoo.

Zobacz Campmor   foot.gif (79bytes)


Trwa tam nieustajay harmider w trakcie ktorego rozliczni sprzedawcy demonstruja wszytko to o czym dusza zamajaczy, czyli to co turyscie do szczescia potrzebne i wiecej. Aby cale to oprzyrzadowanie spakowac i zabrac ze soba nie wystarczylo by pobicie rekordu Guinessa. Bo osadzcie sami-
- jest tu namiotow przeroznych metlik dla calego szwadronu milosnikow gor, plus ekstra modele dla ich rodzin, a kazdy o innej masci, wielkosci i przeznaczeniu; tylez modeli materacow dmuchanych, amortyzujacych, samorozprezajaych; kolder, kocow i spiworow liczba rowna liczbie indywiduow w gorskim szwadronie; lozek kieszonkowych, stolow i zydli polowych, do tego a jakze, skladane wyposazenie kuchenne; garnki, kociolki, pojemniki, sitka, termosy, lyzkowidelce, nocniki, diabel sie w tym nie wyzna, a wszystko to do wyboru: aluminiowe, stalowe, plastykowe, papierowe, poprzeczne, podluzne, kolorowe lub w paski; kuchenki, prymusy i rozna na paliwo ciekle lub supergaz inny zdobia dzial; tam zas lampy namiotowe, latarek ze trzydziesci odmian, nozy kolekcja niezliczona, takze kompasow, lin, sznurkow, petli i zaciskow; owoz sprzetu gorniczego i chirurgiczno-wspinaczkowego ton kilka; kajakow, lodzi i fidrygalkow do tychze lodzi, a kazdy o innym przeznaczeniu; ubran, oslon i ozdob na kazda czesc ciala: damska, meska czy dziecieca, na cztery pory roku a nawet szesc; tudziez nart, wiazan i smarow, lyzew, kijkow, rowerow, wedek; jedzenia suszonego, prasowanego, preparowanego i przetrawionego; literatury mniej i bardziej fachowej, brukowej, ilustrowanej...

rakietnica.jpeg (19k) spacer.gif (808bytes) Oj! wpierw trzeba by ulozyc gore na miare kopca Kosciuszki, a potem obciazyc juczna karawane czterystu dziewiecdziesieciu pieciu wielbladow dwugarbnych i pognac przed siebie. zyczenia szerokiej drogi mialyby wowczas uzasadnienie. Zwazywszy, ze trakty ktorymi chadzam sa waskie a fundusze turystyczne ograniczone, zadowolilem sie termometrem z Campmor. Mowi sie, ze skromnosc jest wartoscia chrzescijanska. A na marginesie wam zdradze, ze... wracajac z gor, marzne na krakowskiej ulicy, nigdy na podniebnych perciach.

Po drugie primo: mam w plecaku rakietnice i rakietki sygnalizacyjne. Ot, tak na wszelki wypadek gdybym sie gdzies zatracil w przepastnych poloninach lub gorskich parowach, jak majtek na morzu moge wezwac pomocy w nadzieji, ze ktos ten sygnal dostrzeze i odpowiednio go zinterpretuje. Ponadto w wypadku spotkania nos w nos z niedzwiedziem mam argument, ze mu dobrze zycze. O bandytach nie wspomne, bo jako osoby inteligentne nie chodza w gory. Made in Germany. Zas gdyby zbyt jasne slonce ograniczalo widocznosc rakiet, to po trzecie juz primo: mam swiece dymna, czerwona, gesta i pieknie kopcaca. Plywa nawet po wodzie, a pomaranczowy dym widac z odleglosci wielu kilometrow. Automatyczny zaplon. Wynalazek stosowany podczas wojny w Wietnamie dla identyfikacji komandosow zablakanych w dzungli. Kto widzial na ekranie Lowce Jeleni wie o czym mowa. Wyrob to Skyblazer, Inc. z Kaliforni i tamze mozna go nabyc. Lub w owym Campmor przy drodze numer siedemnascie.

SkyblazL.jpeg (10k) Skoro mowimy o sloncu, to po czwarte primo: Slonce na niebie jest najwspanialszym kompanem turysty, lecz slonce na sniegu zwlaszcza wiosenna pora moze przyprawic o zawrot glowy. Nie sadze zeby bylo szkodliwe dla oczu gdy sie ma okulary z soczewkami Everest High Altitude lub Carrera. W pochmurny dzien nic przez nie nie zobaczycie. Odcinaja skutecznie promieniowanie ultrafioletowe nawet na znacznych, wielotysiecznych wysokosciach, a gdy popoludniowe slonce odbija sie od zboczy jak zywe srebro, daje to w wyniku nochal przypominajacy rzadka jarzyne tropikalna, swiadectwo waszej podniebnej bytnosci. Sztucznych listkow figowych na nos dotychczas nie wymyslono. Zrobia to moralisci i biurokraci, ale poddajcie im pomysl.

Po piate primo: Dla rozgrzewki, sygnalizacji lub czczej zabawy nosze sobie... chubke i krzesiwo. Nieprzemakalna i wododporna. Chubka.jpeg (18k)
Jest to sztabka metalowa 1 x 2 x 7 cm, lekka bo z magnezu, z syntetycznym krzemieniem na krawedzi. Ot najpierw skrobie sie finka opilki z plytki na podloze ktore zamierzamy podpalic, nastepnie tepa strona ostrza krzesamy iskry i fiuuu... Plomien o temperaturze 3000º C zapali kazda materie; gumowa opone, ktorej dym wzbije sie pod niebo, wilgotne galezie, parkiet, stopi blache stalowa, etc. Nie wskazane w kawiarni do podawania ognia. W czasach Peerelu dostepna tylko szpiegom i delegatom Komitetu Olimpijskiego.

Do tego wszystkiego zawsze nosze altimetr i czasem kompas dla identyfikacji mego polozenia w terenie. I oczywiscie mape, ta ostatnia wodoodporna.
AltmeterL.jpeg (8k) spacer.gif (808bytes) Instrumenty najwazniejsze. Lubie bowiem wiedziec jak nawigowac, szczegolnie we mgle, noca, gdy wzrok zawiedzie, lub w calkowicie nieznanym terenie. Altimetr, z pewnoscia wiecie, to wysokosciomierz i barometr jednoczesnie; przyrzad nieoceniony do okreslania polozenia przy braku widocznosci, niejednokrotnie bardziej przydatny od kompasu. Ale drogi. Musicie wylozyc 200 dolarow za szwajcarski Thommen dajacy precyzje pomiaru wysokosci do dziesieciu metrow, albo nieco mniej za model zapewniajacy pomiar roznic dwudziestometrowych. Inne, o precyzji 50 m nie sa przydatne.

Mam rowniez a jakze, lornetke miniaturowa Leitza, o wadze 220 g, mocy 8x20, ktora podgladam to wszystko czego oko dojrzec nie moze, aparat fotograficzny, ale aparaty sami dobrze znacie wiec nie musze ich opisywac. Nastepne primo to spiwor gwarantujacy cieplote przy mrozach do minus 30 stopni C bo... piekne sa zimowe noce pod tatrzanskim niebem.

Jeszcze tylko secundo i koncze: Wspomne wam o kijach. Narciarzom, a takze turystom pieszym polecam teleskopowe, oprocz tego, ze maja zmienna dlugosc, sa lekkie i wytrzymale jesli ze stopow stosowanych w lotniczych konstrukcjach; musza posiadac szpic z weglika wolframu lub podobnie twardego materialu o ksztalcie ostrym jak na fotografii. Koncowki szersze lub stepione sa nieprzydatne do turystyki narciarskiej. Ale tu sie zapedzilem poza zawartosc plecaka, wiec wracajmy do saku. Nie znajdziecie w nim jedzenia ani picia. Woda z reguly jest pod reka w gorach, a na smierc glodowa trzeba czekac az czterdziesci dni. Tak przynajmniej twierdza autorzy artykulow w czasopismach, ktorzy sie na tym znaja i jadaja regularnie. Ja nie ryzykuje, ufam ze dzieki hockom-klockom powyzej opisanym nie wyciagne nog przedwczesnie, ze do tego czasu mnie znajdziecie i ta wlasnie wiara daje mi dobre samopoczucie i powoduje, ze uprawiam to co uprawiam. Totez zapraszam w gory. Pewnie macie swoje ulubione hockiŠklocki wiec wezcie je ze soba, do plecaka wlozcie beczke piwa i haj! Bawcie sie setnie.§


Uwagi, Rady i Zasady

Oto adresy producentow i dostawcow specjalistycznego sprzetu wysokogorskiego i turystycznego:

1. Climb High, 1861 Shelburne road, Shelburne, VT. 05482, USA, fax 802-958-9141 (Sprzet wysokogorski)
2. Chouinard Equipment, Ltd., 245 W. Santa Clara, PO Box 90, Ventura, CA. 93002 {Sprzet wysokogorski}
3. W. Reimer Gmbh, D2000 Hamburg 76, RFN (Rakietki sygnalizacyjne)
4. Skyblazer Inc., 1700 Via Burton, Anaheim, CA. 92806, USA (Swiece dymne)
5. Doan Machinery & Equipment CO., PO Box 21334, South Euclid, OH. 44121 (Magnez)
6. Campmor, Paramus, NJ USA (Szeroki asortyment)
7. Sport - Schek KG, Postfach 880, Sendlinger Str. 85, D-8000 Munchen, RFN (Najwiekszy sportowy dom towarowy w Monachium).
© Wieslaw A. Zdaniewski © Krakow, luty,1997
Idex: Cos dla Narciarzy Powrot: Rakiety, Uran i Harce... Lub: Karkolomy