Index: Cos dla Narciarzy Powrot: Matnia Lub: Leccie Zawsze Nad Gorami


Squaw Valley USA

Wieslaw A. Zdaniewski





Jeden z najwiekszych urokow narciarstwa wysokogorskiego, drodzy czytelnicy, polega na tym, ze pozwala nam na coraz to nowe wyprawy w nieznane, co dla czlowieka zasiedzialego w papierach, abstrakcyjnych liczbach i wykresach, jest rzecza bardzo przyjemna. Pozwala na konfrontacje abstrakcji z rzeczywistoscia... Jakze wesolo jest pedzic na leb na szyje po stoku, zjezdzac do parowow, czy krecic esy-floresy i zawijasy na sniegu, nie mowiac o tym, ze w tym pedzie i zawierusze niejednokrotnie mozna sie zderzyc z jakas godna wrazen, a piekna sex bomba na trasie!
Dlatego tez nie bede juz tlumaczyl w jaki sposob przed paru laty trafilem do Reno, Mekki... hazardzistow, oraz wielbicieli bialego sportu. Powiem jedynie, ze nie przypadkowo. Po wieloletniej przerwie w narciarstwie, nalezalo odnowic swe upodobania do gor, hazardu i snieznych bomb. Wiec nie czekajac az wiosenny snieg stopnieje, zabieram moje slalomowe Kastle i ruszam w droge.

I oto pod moimi stopami bieleja gory Sierra. Tam, na pograniczu Nevady z Kalifornia, wcisniete w panorame ostrych szczytow jak cudowne oko odcina sie granatem jezioro Tahoe. Samolot miekko laduje w rozleglej dolinie. Wiec jestesmy w egzotycznym Reno... Przekraczam prog hotelu Ballys i... dlugi na cwierc kilometra hall otwiera swoje przepyszne podwoje. Z miejsca otacza nas tajemniczy szmerek zwielokrotnionych miniaturowych dzwoneczkow; jakas przedziwna, monotonna melodia lechce nasze zmysly. To automaty do gry gesto ustawione wzdluz scian bez konca, dzwonia, wibruja tysiacem dyskretnych kurantow, ktore zlawszy sie w jeden wielodzwiek jak gorski wodospad lechca ucho przybysza; migocace swiatelka przydaja blichtru i mamia oczy kolorami teczy. Ruchliwe kelnerki pelne zwodnego usmiechu na opudrowanych buziach, bezuastannie roznosza napoje i kupony Keno. Standard tutaj wysoki, luksus, rzec mozna, a ceny niskie, zaledwie jedna trzecia cen w podobnych hotelach, tych przeznaczonych dla ludzi nie zdolnych do podjecia ryzyka. A ryzykowac mozna i trzeba nieustannie. O kazdej porze, czy jest czwarta po poludniu, czy czwarta rano, kusi cie Keno - prostacki Lajkonik, ktorego losowanie odbywa sie co piec minut, tyle bowiem czasu wymaga uruchomienie kola fortuny. Kawa i Keno - miejscowa mieszanka firmowa podawana bez ograniczen, aczkolwiek z wyrachowaniem. Juz cie kusza jednorecy bandyci, szumia, szemrza, sypia monety i srebrnymi dzwiekami ucho muskaja... Zas majacy intelektualne zapedy moga pograc w doborowym towarzystwie jak z filmu. Oto szeroko rozparte stoly do gry w pokera... czarnego Jacka... trente et quarante... cale ich rzedy, zielone sukna z oznaczonymi polami szczesliwosci, sterty bankotow w szklanych gablotach oczekujace na wziecie. Krupierzy na stanowiskach sprawnie rozdaja karty, zetony, rzucaja koscmi... parzyste, nieparzyste, rouge et noir, pair et impair, manque et passe, tajemne zaklecia roznorodnych stawek ubarwiaja rytual. Wokolo cizba amatorow tego pouczajacego zajecia. Niektorzy traktuja je na wesolo i za to nalezy im sie uznanie, inni z podswiadomym kondotierstwem i powaga. Kultywuje sie tutaj rozne odmiany gry; ta dzentelmenska, wyrafinowana, z filmow i powiesci, pelna dobrze skrywanych emocji, inna plebejska, zyskowna gre plebsu wszelkiego autoramentu, nie przygladam sie zbyt wnikliwie bo biegam za wlasnymi sprawami.

Zycie w kasynie, ba! w calym hotelu kreci sie wokol ruletki, gosciom nie dano najmniejszej szansy na rozkojarzenie, ucieczke mysli poza automaty... krupierow... poza Casino... Grac nalezy z poswieceniem, wszak zycie to gra jednemu wezmie, drugiemu da... Casino - hermetyczny swiat, krecacy sie sam w sobie, istnieje jedynie dla celu do jakiego zostal powolany. Szereg eleganckich sklepow, sale z ekranami telewizyjnymi o rozmiarach dziesiatek metrow kwadratowych oraz wygodne audytoria dla wystepow kabaretowych, a wlasnie wystepuje sam Franek Sinatra, uzupelniaja doglebna troske o graczy. Tych nie brakuje, coraz to nowe autobusy dowoza grupy emerytow w kraciastych marynarkach, poniektorzy w kowbojskich kapeluszach, inni w dzinsach lub strojach sportowych, towarzysza im paradnie poubierane ciotki, leciwe damy w okularach lub z laska w reku, niekiedy rozesmiana mlodziez z fotograficznymi aparatami na szyjach i kartami kredytowymi w kieszeniach. Za pare dolarow moga wyzwac los, pokazac mu jezyk, a nawet pociagnac za ogon; wszyscy pragna latwego szczescia, fortuny oraz dobrego traktowania. Tego ostatniego im nie zbraknie, obsluga Casina dba o kazdego. Zjezdzaja tu gromadnie, bo kolorowo i tanio... Okazyjnie tanio! Spotka ich to do czego przez cale zycie w USA sa systematycznie przygotowywani - pozbeda sie pieniedzy bez swiadomosci, ze zostali wyrolowani. Przeciwnie, wszyscy tu sa traktowani z gracja, pare dolarow kosztuje niezly obiad, wiec szmerek pelen zachwytow rozchodzi sie wsrod wycieczkowiczow... -Tylko piec dolarow! That's greate!- wspaniale! wykrzykuja z uznaniem i dalejze do mennicy... Czlowiek zdolny aby podjac ryzyko moze z cala pewnoscia oszczedzac pieniadze na wikcie az do dnia wyjazdu. Bo nawet przed hotel sie nie wychodzi. Tam wrogi swiat, asfaltowa pustynia, plaska, rozlegla, lawki ani stolka nie uzyczysz. Nie mozna usiasc, nie mozna spoczac, ba! nawet odejsc nie mozna, bo do centrum Reno, jeziora czy gor, daleko. Jedynie wewnatrz hotelu-Casina trwa zycie, wibruje, fortuna kolem sie toczy, tu szczescie mozna znalezc, tu pieniadze mozna zgubic, a gubi sie tutaj ponad miljon dolarow dziennie. Prawdziwy Ruletenburg! I co by bylo gdybym wtedy upadl na duchu i nie smial sie zdecydowac? mimo woli przychodza mi na mysl slowa Aleksego Iwanowicza. Wiec z zaciekawieniem i nadzieja rozgladam sie dookola. Moze oczekuje mnie jakas wspolczesna miss Blanche? Jakas Biala Pani ktora znajac wlasna wartosc jest gotowa poswiecic mi to co ma najdrozszego?

Totez momentalnie sie decyduje, gnam po usmiech losu i ja! Przebieram sie na pietnastym pietrze i bezwlocznie stawiam na wyprobowanego konia... mechanicznego. Wynajmuje samochod i z nartami w bagazniku zdazam w pobliskie gory. Do Squaw Valley, czterdziesci mil autostrada numer 80, ta sama, ktora na Wschodnim Wybrzezu wywodzi mnie co dnia z Nowego Yorku na zachod, w strone Pennsylvanii, teraz podazam w kierunku Sacramento i San Francisco. Po snieg, radosc i wygrana... Szosa wznosi sie, co raz mijam drogowskazy do okolicznych kurortow narciarskich, bialo tutaj i pieknie zielen lasow kontrastuje z tlem. Niebawem skrecam na poludnie; w sosnowym lesie tuz przy jeziorze gigantycznych rozmiarow szyszki spadajac na glowe moga nabic niezlego guza, ale oto wyjezdzamy na rozlegla hale otoczona wachlarzem gor, az przeciwlegla sciana zagradza dalsza droge, jak w saku bez wyjscia. Zagradza, ale nie narciarzowi. Jestesmy w slynnej Squaw Valley.

Jak w dobrze zorganizowanej miejscowosci przystalo wita nas pasaz kolorowych sklepow, kafejek, restauracji, a gory z trzech stron - najwyzsza siegajaca 3000 metrow, przy roznicy poziomow spietrzonych na odcinku nie wiekszym niz Kuznice-Myslenickie Turnie - czynia monumentalne wrazenie. Wokolo pachnie wiosna, ale w gornych partiach sezon narciarski trwa. Wlasnie odbywa sie olimpijski bieg zjazdowy trasa oznaczona na rozlozystym planie doliny, pelni skupienia i napiecia pedza zawodnicy w kaskach, jeden po drugim, na zlamanie karku, raz na otwartej przestrzeni, to znowu wylatuja z lesnej przecinki jak z procy... Gapilem sie wowczas w ekran jedzac paczki i pijac herbate, owiany mgla papierosowego dymu w krakowskiej wedzarni familiarnie zwanej Klubem pracownikow AGH, podczas gdy... kiedy to bylo? och... za studenckich czasow, w 1960 roku! Teraz jestem tutaj, na tej samej olimpijskiej trasie, idac w slady J. Vuarnet owczesnego zlotego medalisty szykuje sie do biegu zjazdowego. Gondola miarowo kolysze sie unoszac nas coraz wyzej, zielone stoki przeobrazaja sie w biale. Oto po lewej olimpijska skocznia narciarska, a raczej jej resztki, rozlatujace sie i zapomniane, swiadcza o przemijaniu chwaly. Bo Ameryka to pragmatyka; chociaz skoczkow obecnie brak, amatorow zjazdow bezliku. Zdolnosc przewozowa wyciagow Squaw Valley USA - tak bowiem brzmi pelna nazwa osrodka, przekracza 40 tysiecy narciarzy na godzine! A reklama milosiernie zacheca: -Jezeli bedziesz oczekiwal dluzej niz dziesiec minut w kolejce, zwrocimy ci pieniadze-. Inne jest tutaj poczucie czasu anizeli w poczciwym Zakopanym, inna ma wartosc pieniadz; co w jednym punkcie globu jest abstrakcja, okazuje sie rzeczywistoscia gdzie indziej, zas Squaw Valley to zaledwie jeden z czternastu wysokogorskich osrodkow narciarskich rozrzuconych nad jeziorem Tahoe. Ten raj uzupelnia 450 kilometrow tras biegowych wygladzonych jak w bajce... na siedmiu wzgorzach.

I otoz jestesmy w kafeterii z weranda, w gornym kotle, na poziomie 2700 m. Kilka wyciagow rozwozi ciekawskich wyzej, na zebra okolicznych szczytow, na Squaw Pik, Emigranta... Stad latwo wydostac sie na druga strone zbocza, w poblize Granitowego Wodza, tam opuscic sie wpierw otwartym stokiem, na miare Gubalowki, nizej pokretnym szlakiem do stacji wyciagu i z powrotem na gore. Niewielkie kepy drzew rozsiane tu i owdzie urozmaicaja kotline; w tutejszym klimacie, lasy siegaja 1000m wyzej anizeli w Tatrach, tlumiac wrazenie podniebnych wysokosci, ale chociaz tlenu moze zbraknac, to sniegu spada do trzynastu metrow w sezonie! Mylil by sie ten kto uwaza, ze rozmilowani w hazardzie i ryzyku tubylcy zdaja sie na kaprysy przyrody - prymat to technika i organizacja; snieg fabrykuje sie nawet w Squaw Valley, na poczatku zimy i dla wyrownania tras. Bowiem konkurencja dba o narciarzy w rownym stopniu co Casina o graczy, urzad podatkowy o podatki, a turysci o nastroj i dobre samopoczucie.

Wiec niecierpliwie sposobie sie do zjazdu, a ze lubie puste trasy podchodze pod sam zalom Squaw Pik, tam gdzie skaly poteznym urwiskiem pietrza sie na grani. Wrazenie nieokielzanego zywiolu walacego sie na glowe poteguje sie z kazdym krokiem. Gorne partie zbocza w cieniu, sciete na lod, pofaldowane, wydmuchane, szkla sie i migotaja. Pochylo tu nieznosnie, wiec staram sie nie zachwiac, stoje na samych kantach jak lyzwiarz wbijajac je w lod, na szczescie sztywne deski trzymaja rowno. Zjechac mozna jedynie na wprost, wiec dalejze, do dziela. Kilkakrotnie powtarzam podchody i zjazdy dla rozluznienia miesni. Ale oto patrol wysokogorski nagle wystrzelil jak fryga, gonia jeden drugiego, przeganiaja ze swistem, zataczajac szerokie luki, podczas gdy ekipa sprawozdawcow radiowych pomknela ku linii horyzontu i nagle przestala byc widoczna. Chlopak w krotkich spodniach na desce krzyknawszy hurra! zaczal gonic narciarke w zoltym swetrze, jechal za nia wezykiem, narciarka uciekala, szeroko zakrecila na przeciwleglym stoku, jadac dalej, w innym teraz kierunku, chlopak za nia, kilka razy grozila mu wywrotka. Potem znowu nadjechala grupa na nartach do telemarku, zgrabnie uginajac, to prostujac kolana, krzyczeli, dawali znaki, ktorych nikt nie rozumial, az wreszcie wpadli do przecinki w lesie. Najwyrazniej sami bo nie bylo widac zadnego innego narciarza. Zagadka bylo w jaki sposob deskarz potrafil az tutaj zjechac, bo stok miejscami pokryty byl lodem, do tego w wielu miejscach wznosily sie garby, wiec jechalo sie jak po wzburzonych falach oceanu na ktore slonce rzucalo ostre blaski. Nie chcac byc gorszym pne sie na przeciwlegly stok, ow opadajacy w strone Granitowego Wodza, po chwili zeskakuje z siodelka i dalejze w tany. Powtarzam slalom kilkakrotnie, az na sam dol, ponizej garbu oddzielajacego gladkie zbocze od lesniej przecinki. A gdy czuje sie rozluzniony, prezny, i w podnioslym, co jest zrozumiale w tej okolicy, nastroju - hazard rozumiecie przenika na wskros kazdego - postanawiam zjechac na kreche, prosto w dol az do garbu, jedna prosta linia. Jeszcze tylko decydujace skupienie sie przed startem, wyczekuje moment gdy trasa jest pusta i... ruszam z kopyta. Nabieram coraz wiekszego rozpedu, wiatr swiszcze mi w uszach, zapiera dech, wyostrzaja sie wszystkie zmysly, koncentracja zupelna, nogi automatycznie amortyzuja nierownosci terenu, poziom andrenaliny wzrasta - to uczucie pedu i spojnosci z zywiolem, narty rowno niosa, bez niespodzianek i oto jestem w polowie stoku, na buli wylatuje w powietrze, teraz dopadam przecinke w lesie, tutaj lawirujac pomiedzy oazami drzew przechodze w slalom, jednym ciaglym torem uciekam... nie wiadomo przed kim... jeszcze zakret przed podjazdem... Juz jestem u podnoza wyciagu, chmura sniegu wzbija sie przyslaniajac stojacych w kolejce narciarzy. That was nice run zauwazaja, widok stad jak na dloni na cala trase, od szczytu az po sam dol. Istotnie - niezly zjazd. Rozochocony zwiedzam dostepne partie doliny. Ale oto z zadumy wyrywa mnie znajomy glos, to moj krajan z Philadelphii, jest tutaj sluzbowo przez cala zime, dobrze mu, bo spedza czas jako instruktor.

- Hallo Willy! oczywiscie podoba ci sie w Squaw Valley, wszystkim sie tu podoba - odpowiada na moje zachwyty, - chociaz spozniles sie - dodaje smiejac sie chwacko, - zaluj, ze nie zobaczysz widowiskowej parady pochodni, tej rzeki tysiecy narciarzy szusujacych z plonacymi zniczami, od szczytu az po sam dol - rozpoczynamy rozmowe sadowiac sie w wyciagu.
- Zaluje, a jakze. Sniezny Festyn zakonczony 8-ego marca, bo Wielka Parada odbywa sie zawsze na przelomie lutego, ale nie tylko swad pochodni pozostal w powietrzu. Na poszukujacych wrazen czekaja nowe atrakcje, nieprawdaz? Ot chociazby Wielki Bieg, Mistrzostwa Niepelnosprawnych, czy Festiwal Muzyczny, a kasyna, mennice po drugiej stronie jeziora?...
- Wlasnie! juz mamy 700 zgloszonych zawodnikow, zas a propos mennic, cha, cha, cha, wyrabiaja tam pieniedze! Widzac cie na nartach nie mialem watpliwosci, ze sie hazardujesz, pewnie juz byles w Ponderosa?
- U Cartwrightow, lowialnych braci zawsze usmiechnietych, tych z telewizyjnego serialu? Nie, narty przede wszystkim, sam wiesz ze to uswiecony rytual, ale wybieram sie na ich rancho przed powrotem do Reno, wracam droga wokol jeziora.
- I slusznie, tam istna bonanza, nie tylko narciarzy zobaczysz; lodowiska, hale tenisowe, sauny, sklepy, przepyszne restauracje i oczywiscie kasyna! A sniezna bombe napotkales?

Dyskutujemy zawziecie, coraz bardziej sie zapalajac, bo wczoraj w mennicy przy zlotym stole ten to wygral tyle a tyle, a Miss Marie o twarzy jak rozowa szynka przegrala w pokera siedemnascie tysiecy, a powinna byla zagrac conajwyzej w bridza, zas ow Jelen nabil sobie na lysinie guza rozbijajac bank, az tu nagle cos rabnelo... Jestesmy na szczycie, koniec wyciagu, wylatuje z krzeselka jak z katapulty, zupelnie nieoczekiwanie, rozkraczony, bo przede mna grupa narciarzy a ja bezradny. Stoja tylem wiec nie widza co sie swieci, a ja juz... juz... mam przed soba miekka, okragla, dame, chcac nie chcac biore ja miedzy narty i z rozmachem grzmoce w wypukle powierzchnie anatomii az ladujemy w snieznej zaspie przeobrazeni w... balwany! Na szczescie zostaje mi wybaczony ten zdradziecki manewr. Ludzie tu wspanialomyslni, wyrozumiali, pelni poczucia humoru bo na wakacjach, ze smiechem przyjmuja moje przeprosiny... ja wystraszony a oni uwielbiaja balwany. Stawialem na czerwone lecz wyszlo biale... Chociaz... moze cos poszachrowalem, ale o tym sza...

Nie jestem pewien jak dlugo ujezdzalem. Z pewnoscia bylo pozne popoludnie, slonce juz znizalo sie na niebosklonie i wszedzie gdzie tylko spojrzec ponad grzbietami szczytow przegladalo sie i krylo jaskrawoblekitne niebo. W powietrzu stal ow szczegolnie suchy chlod, ktory krzepiac serce zapowiada cichy i kolorowy wieczor. Czas bylo zjezdzac do doliny, zegnaj Squaw Valley! Po drodze do Carson City i Krysztalowej Zatoki mijam kolejne atrakcje.
- Alpine Meadows, Northstar, Sugar Bowl, to misa pelna cukru, nazwy mowiace same za siebie, z pewnoscia nie tylko dla narciarzy slodkie to miejsca. Do slynnych braci Cartwright... Niestety Ponderosa jak wymarla. Miejscowa plotka niesie, ze w Ruletenburgu przerzneli -swojej baci domek maly-. No coz, fortuna ruletka sie obraca. Wiec aby odegnac od siebie ta natretna mysl filozoficzna zatrzymuje sie tu i owdzie. Kupuje buty biegowe i inne drobiazgi przydatne nam, narciarzom, ktore polecam wyslac na adres domowy. Szosa to biegnie w gore, to opada na poziom jeziora gdy nagle swojski widok raduje me oczy, na rozleglej przeleczy rozwiera sie biala polana kubek w kubek jak tatrzanski zjazd z Krolowej Rowni do Olczyskiej, idealne boisko dla biegaczy...

Juz zmrok, w pobliskich hotelach zapalaja sie swiatla. Jestem z powrotem w Newadzie, po lewej Casino, po prawej Casino, migaja neony, cale ich rzedy. Na ktore sie zdecydowac? I szmerek... Szmerek przesypujacego sie grosiwa. Z kieszeni do kieszeni... Abstrakcja czy rzeczywistosc kryja sie w geografii? I co bardziej sie liczy, tutaj w krainie osobliwego businessu, hazard czy wyrachowanie?... o


Uwagi, Rady i Zasady

Sezon narciarski w Squaw Valley trwa z reguly od listopada do maja. obfituje w swietne warunki, roznorodne atrakcje i imprezy. Najnowszym dodatkiem jest podgrzewany basen na swierzym powietrzu na wysokosci 2600 m. Dojazd samolotem do Reno International Airport. Ceny hoteli w eleganckich kasyno-hotelach od 11 $ za dobe, tak to nie pomylka, slownie jedenascie, bilet na wyciagi rzedu 50 $. Informacje dotyczace zakwaterowania, oraz wszelkie inne zwiazane z dzialalnoscia osrodka mozna uzyskac piszac na adres:

Squaw Valley USA, Dept. A Box 2007, Olympic Valley, CA. 95730, USA, wzglednie telefonicznie.
Na terenie USA bezplatny telefon: 800-545-4350 Informacja w Internecie: http://www.squaw.com/ §



© W.A. Zdaniewski, Harrison, 9.XII.96 ©
Idex: Cos dla Narciarzy Powrot: Matnia Lub: Leccie Zawsze Nad Gorami